W połowie zeszłego miesiąca zrobiliśmy z Krzysiem
planowany wypad, po obiecujący zestaw części do
mojej rolki. Po mozolnej i uciążliwej jeździe w korkach
pomknęliśmy przez wołomińskie lasy, wprost do salonu
Hyundaia w Kobyłce. Tam czekał już na nas właściciel
zdekompletowanej prawie doszczętnie Corolli GT-i z 1989
roku.
Naprawdę był to świetnie zachowany egzemplarz i z żalem
patrzyliśmy na pogruchotany wał, który skutecznie zniechęcił
właściciela do kolejnych inwestycji w ten samochód. Mogłem
zatem wyjąć wszystko co mnie interesowało i mieściło się
w żelaznym limicie funduszy na ten dzień.
planowany wypad, po obiecujący zestaw części do
mojej rolki. Po mozolnej i uciążliwej jeździe w korkach
pomknęliśmy przez wołomińskie lasy, wprost do salonu
Hyundaia w Kobyłce. Tam czekał już na nas właściciel
zdekompletowanej prawie doszczętnie Corolli GT-i z 1989
roku.
Naprawdę był to świetnie zachowany egzemplarz i z żalem
patrzyliśmy na pogruchotany wał, który skutecznie zniechęcił
właściciela do kolejnych inwestycji w ten samochód. Mogłem
zatem wyjąć wszystko co mnie interesowało i mieściło się
w żelaznym limicie funduszy na ten dzień.
Jako, że był serwis pod bokiem, z dostępem do narzędzi
ogromne problemy z wymontowaniem tylnych zacisków
i innych interesujących mnie elementów zawieszenia.
Stosując różnorodne dźwignie, patenty i wygibasy uporaliśmy
się w końcu z jedną stroną samochodu. Z drugą poszło o wiele
łatwiej i po trzech godzinach byliśmy gotowi do odjazdu.

Poza zaciskami, jarzmami i mocowaniami tylnych wahaczy
zabraliśmy korektor siły hamowania, który był dla mnie
bezcennym znaleziskiem. W cenie kompletu dostaliśmy
również klocki hamulcowe w całkiem dobrym stanie.

Warto jeszcze wspomnieć, że w między czasie Krzysio swoim
przenikliwym okiem wybadał wyciek płynu chłodniczego,
w stojącej nieopodal na lawecie rajdówce. Podziękowania były
z tego tytułu owszem, jednak nie przełożyło się to niestety na
żadne profity, prócz oczywiście niemałej zapewne satysfakcji
znalazcy usterki.
Krzysztof nie zmarnował też okazji by wyciągnąć z wielkiej kupy
złomu dwóch pordzewiałych skrzynek na narzędzia, które
obowiązkowo wróciły z nami do Warszawy...
w stojącej nieopodal na lawecie rajdówce. Podziękowania były
z tego tytułu owszem, jednak nie przełożyło się to niestety na
żadne profity, prócz oczywiście niemałej zapewne satysfakcji
znalazcy usterki.
Krzysztof nie zmarnował też okazji by wyciągnąć z wielkiej kupy
złomu dwóch pordzewiałych skrzynek na narzędzia, które
obowiązkowo wróciły z nami do Warszawy...
2 comments:
poza tym, krzysia skrzynka na narzędzia wcale nie jest taka zardzewiała:)
za to ja mam rączkę do ciągnięcia;)
Post a Comment